Żyworódka – matka tysięcy

Źródło: Natalia W-B

Chyba zacznę od tego, że w Internecie jest taki zamęt informacyjny na temat tej rośliny, że strasznie ciężko się połapać, co właściwie nam rośnie w doniczce. Ogólnie problem polega na tym, że mamy Kalanchoe Daigremontiana i Kalanchoe Pinnata. Ta pierwsza nazywana jest w Polsce Żyworódką Pierzastą (na zdjęciu powyżej), natomiast ta druga nie posiada nazwy w naszym ojczystym języku i będzie przedstawiona w następnym poście, żeby za bardzo nikogo nie zamęczyć długością wpisu. Ja sama przez bardzo długi czas uznawałam mój okaz po prostu za żyworódkę i niespecjalnie docierały do mnie informacje o toczącym się sporze w oznaczeniu tej rośliny. W pierwszych momentach mojego „śledztwa” wyłapałam, że moja roślina nie jest tą o cudownych właściwościach, a generalnie to jest trująca?! Nie powiem trochę mnie to hmm… zmartwiło, ponieważ bardzo lubiłam używać soku z liścia mojej żyworódki w charakterze toniku. Czekałam również na jej rozrost żeby ją przerobić na sok, nalewkę czy co tam jeszcze by mi do głowy przyszło. Na szczęście mój strach nie trwał zbyt długo, szybko uzupełniłam moje braki informacyjne – obie odmiany mają właściwości lecznicze i NIE są trujące (takie informacje otrzymałam m.in od Pani Anety Wolskiej z kuzdrowiu). Zastanawiało mnie również nazywanie rośliny ze zdjęcia pierzastą, bo właściwie to roślina nr 2 ma w łacińskiej nazwie coś z pierza, a mianowicie Pinna to z łac. pióro. Również Dr Henryk Różański Kalanchoe Pinnata nazywa pierzastą. Myślę, że mianowanie w Polsce Kalanchoe Daigremontiana – pierzastą wiąże się z wyglądem jej liści i znajdujących się na niej rozmnóżek, po prostu tak się komuś skojarzyło, mnie jakoś nie szczególnie :). Zresztą sami zobaczcie zdjęcie liścia z bliska, tadam!

Źródło: Natalia W-B

Ja tu żadnych piór nie widzę, ale może to coś nie tak z moją wyobraźnią, no nie ważne. Roślina ta należy do rośliny gruboszowatych i naturalnie występuje w pięknych ciepłych krajach, np. na Madagaskarze i Filipinach. Jej oryginalna nazwa, czyli żyworódka wzięła się od sposobu, w jaki się rozmnaża, a mianowicie te małe wypustki na około liścia to tzw. rozmnóżki. Gdy z sadzonki, roślinka przekształci się w dojrzałą Panią Roślinę zaczyna je wytwarzać i jest to początek bycia przez nią matką tysięcy córek. Gdy rozmnóżka wpadnie nam do ziemi, właściwie już możemy zacząć świętować narodziny nowej Daigremontiany :) jest to na prawdę mało wymagająca roślina. Na zdjęciu dzieciaczki mojej matki tysięcy:

Źródło: Natalia W-B

Niestety, gdy dostałam sadzonkę nie spodziewałam się, że rozmnóżki pojawią się tak szybko i wsadziłam ją do za małej doniczki, potencjalne córki zaczęły mi opadać na parapet, więc musiałam przystąpić do akcji -reanimacja:

nasiona 2 to do wpisu

Źródło: Natalia W-B

Akcja-reanimacja nie była zbyt wyszukana, po prostu pozbierałam rozmnóżki i umieściłam je w doniczce z czystą ziemią (bez żadnych nawozów), podlałam i odstawiłam tym razem na balkon, bo upały są nieziemskie to może żyworódka pomyśli, że jest na Madagaskarze i ruszy do życia. A tak oto wyglądają (mam nadzieję) odratowane, małe Daigremontiany:

przesadzone

Źródło: Natalia W-B

Jeżeli chodzi o zastosowanie i ogólnie opis tej odmiany Kalanchoe, to chyba w Polsce największą fanką była Pani Janina Zawadzka. Z jej publikacji dowiemy się, że surowcem leczniczym są zarówno liście, jak i świeże szczyty pędów, z których możemy pozyskać sok albo po prostu miazgę :) Według Pani Zawadzkiej roślina jest niemal panaceum na wszelkie dolegliwości. W użyciu zewnętrznym pomaga w walce z: trądzikiem, łupieżem, trudno gojącymi się ranami, oparzeniami, a nawet w bólach głowy. Natomiast w użyciu wewnętrznym: katar, chrypka, kaszel, grypa, choroby jelit itp. Ja stosowałam roślinę tylko zewnętrznie, gdyż jak wspomniałam mam jej jeszcze za mało żeby zrobić sok. Nie będę podawać przepisu na użycie wewnętrzne, ponieważ podam takie zastosowanie, wg. przepisu Dr Różańskiego przy drugiej odmianie Kalanchoe (Pinnata). To była taka mała dygresja. Jeżeli chodzi o Kalanchoe Daigremontiana, to na prawdę polecam jeśli macie problemy z cerą, np. w sensie trądzik – działa ekstra! Twarz po zastosowaniu jest gładka, a pory ściągnięte. Ja to robię tak: odrywam listka, przemywam dokładnie wodą, biorę takiego delikwenta zawijam w gazę i robię z niego miazgę ;) następnie przemywam twarz tą gazą a właściwie tym sokiem, który na niej został. Polecam, np. przed jakąś imprezą, ponieważ twarz jest zmatowiona i nie zaczyna się tak szybko świecić pod makijażem. Podsumowując myślę, że warto wcisnąć doniczkę z tą roślinką na parapet w każdym domu, zwłaszcza że nie jest wymagająca – nawet podlewać nie trzeba często:).

Następny post będzie przedstawiał Kalanchoe Pinnata, czekam z niecierpliwością na przesyłkę!

Natalia W-B

Aktualności i informacje o nowych wpisach dostępne na Facebooku—> (klik)

2 thoughts on “Żyworódka – matka tysięcy

  1. Bardzo dobry artykuł. Faktycznie dla większości osób żyworódka to po prostu żyworódka :) a aby bezpiecznie stosować roślinę, trzeba znać właściwości każdej z jej odmian.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.